Społeczne Towarzystwo Oświatowe

500 897 679

szkola@sto2.pl

ul. Dziatwy 6

03-109 Warszawa

7:45-15:45

Pon - pt

Społeczna Szkoła Podstawowa nr 2 im. Polskich Matematyków Zwycięzców Enigmy STO

500 897 679

szkola@sto2.pl

ul. Dziatwy 6

03-109 Warszawa

7:45-15:45

Pon - pt

Zapraszamy na obszerny wywiad z Marią Kaznowską, wyjątkową nauczycielką, która nie tylko uczy w naszej szkole, ale także zakładała ją i była jej dyrektorką!

Dlaczego zostałaś nauczycielką? Co jest według Ciebie najlepsze w tym zawodzie?

Zostać nauczycielem – tego w planach w ogóle nie było. Z wykształcenia jestem inżynierem mechanikiem precyzyjnym (mój wydział na Politechnice aktualnie nazywa się Mechatronika). Splot okoliczności sprawił, że przebywając jeszcze na urlopie wychowawczym, w istniejącej zaledwie od roku szkole zostałam zatrudniona na etacie (jedynym wówczas) administracyjnym. W ówczesnej epoce, w czasach braku zaplecza materialnego, bazowaliśmy na zasobach naszego środowiska, materialnych i intelektualnych. Aby szkoła żyła i żeby dzieci miały się jak najlepiej, zarówno pracownicy, jak i rodzice dawali szkole to, czym dysponowali i co mogło szkołę budować – pracę własnych rąk, zaopatrywanie pomieszczeń w meble, pomoce dydaktyczne, czy też dzielenie się własnymi umiejętnościami i organizowanie dla dzieci zajęć poza tymi wynikającymi z programu nauczania (plenery plastyczne, lekcje muzealne, zupełnie wtedy nieznane w szkole publicznej itd.). Dosyć szybko pojawił się język angielski – lekcje prowadziły mamy anglistki. Wkrótce zaczęliśmy myśleć o wprowadzeniu, w formie zajęć nadobowiązkowych, drugiego języka, francuskiego i niemieckiego. A właśnie język francuski był czymś, co mogłam dać szkole od siebie jako wartość dodaną. Znałam dość dobrze język, w życiu prywatnym miałam okazję go używać, był po prostu wielką miłością mojego życia. Nie było w okolicy nauczycieli, którzy przyszliby do szkoły na dwie godziny tygodniowo, żeby dawać lekcje francuskiego czy niemieckiego. I tym razem zajęły się tym dwie mamy – ja językiem francuskim (przy czym nadal byłam pracownikiem administracyjnym), a pani Ania Grzegorczyk (tak, tak, nasza pani psycholog) – językiem niemieckim.
Było to doświadczenie jedyne w swoim rodzaju, ponieważ wszystko co wówczas robiłam bazowało wyłącznie na mojej wyobraźni i intuicji. Obce mi było tworzenie konspektów, w których co do minuty należało rozpisać, co kiedy ma być powiedziane i zrobione. Jedno było pewne – każda lekcja musiała być bardzo dobrze przygotowana, materiały opracowane. Była to prawdziwa praca twórcza, w większości sama wymyślałam ćwiczenia, od początku produkowałam na własne potrzeby pomoce dydaktyczne. Równolegle oczywiście natychmiast podjęłam różne formy kształcenia, żeby jednak moja praca nie była zwykłą amatorszczyzną. Tymczasem, we wrześniu 1995 roku powierzono mi funkcję dyrektora szkoły. Funkcję tę pełniłam przez 5 lat. Przeprowadziłam szkołę do budynku przy ulicy Dziatwy, zorganizowałam gimnazjum. We wrześniu 2000 roku stery prowadzenia szkoły przejął ktoś inny, a ja – pozostałam jako nauczyciel języka francuskiego. Mogłam już wtedy skupić się na studiach podyplomowych i kursach kwalifikacyjnych, egzaminach językowych, łącząc cały czas teorię z praktyką. Tymczasem drugi język obcy stał się w szkole przedmiotem obowiązkowym.
Wkrótce potem dostałam możliwość wzięcia udziału w hiszpańsko-polskim projekcie organizowanym przez MEN, Ambasadę Hiszpanii i Instytut Cervantesa, dedykowanym nauczycielom języków obcych, a mającym na celu wykształcenie nauczycieli języka hiszpańskiego. Tak zaczęła się kolejna wielka przygoda mojego życia. W naszej szkole język hiszpański został wprowadzony w roku 2012. I coraz więcej dzieci się go uczy. Kiedyś byłam jedyną nauczycielką, teraz jesteśmy trzy panie od hiszpańskiego.

Dlaczego uczysz akurat tego przedmiotu?

Odpowiedź na poprzednie pytanie wyjaśnia chyba obszernie dlaczego uczyłam języka francuskiego (to już historia), a teraz uczę hiszpańskiego. Czasem myślę sobie, że kiedyś mogłam też zdobyć kwalifikacje do nauczania matematyki w języku francuskim. Ale to wiązałoby się ze zmianą miejsca pracy. Tego jednak sobie nie wyobrażam.

Jaki jest Twój sposób na dobre relacje z uczniami?

Myślę, ze podstawą dobrych relacji jest szczerość, uczciwość i konsekwencja. Ważne jest zainteresowanie uczniem nie tylko w wąskim wymiarze nauczanego przedmiotu, ale też poznanie jego pasji i umiejętności. Można to wykorzystać na lekcji, ale ważne też są wszelkie kontakty pozalekcyjne.
Inny wymiar relacji z uczniami, to uczenie się od nich czegoś, co oni znają, a ja nie. Klasycznym przykładem jest rozwiązywanie problemów komputerowych, na przykład poznawanie nowych aplikacji. Wiem, że mogę liczyć na pomoc dzieci. Kiedyś pewna uczennica nauczyła mnie robić prezentacje w aplikacji Prezi. Do dziś mi się to przydaje.
Kolejna sprawa to niezgrywanie przed uczniami nauczyciela wszechwiedzącego i zawsze nieomylnego. Tak nie jest. Błędy popełniamy wszyscy i wszyscy mamy do nich prawo. Gdy uczeń zapyta mnie o słowo, którego nie znam (a nie znam wszystkich słów w języku hiszpańskim), mówię po prostu, że nie wiem, że trzeba zajrzeć do słownika.
Podoba mi się, że dzieci spotykane na korytarzu pozdrawiają mnie po hiszpańsku (kiedyś po francusku).

Pamiętasz swój pierwszy dzień jako nauczycielka? Jak się zmieniłaś od tego czasu?

Nie pamiętam pierwszej lekcji, pamiętam jednak, jak bardzo przeżywałam początki pracy jako nauczyciel. Początki były trudne z wielu powodów, między innymi także ze względu na brak podręczników dla dzieci. Należy pamiętać, że do końca lat 80 języka francuskiego można było się uczyć dopiero w liceum. Pierwsze materiały zdobywałam w Ambasadzie Francji, dostałam tam kilka kompletów książek odpowiednich dla dzieci w wieku 11-12 lat, ktoś w ambasadzie skopiował mi kilka kaset z piosenkami dla dzieci, jakieś książki przysłano mi z Francji. Dowiedziałam się też, że tworzy się księgarnia francuska. Początkowo mieściła się ona w przedpokoju na półce pod wieszakiem w mieszkaniu właścicielki. Tam kupowałam pierwsze książki, słowniki.
Wszystkie te elementy, a przede wszystkim tworzenie całkowicie własnego, autorskiego warsztatu pracy powodowało, ze praca ta zawsze była dla mnie wielka wartością. Dosyć szybko weszłam w środowisko innych nauczycieli, przystąpiłam do Stowarzyszenia Nauczycieli Języka Francuskiego PROFEUROPE, co dawało mi pewne zaplecze i pomoc merytoryczną.
Język hiszpański przyniósł nowe wyzwania, nowe znajomości, nowe ciekawe doświadczenia. Mimo, że obecnie pomocy dydaktycznych jest w bród, zasoby internetowe są praktycznie niewyczerpane, nadal lubię sama wymyślać pomoce dydaktyczne, pasujące do moich zajęć.
To jest praca, która nigdy się nie znudzi.

Jakie są Twoje pasje? Kim jesteś poza tym, że jesteś świetną nauczycielką?

W ostatnim okresie moją największą pasją pozostaje język hiszpański. Nauczyłam się go późno i nadal się uczę. Codziennie słucham podcastów, czytam książki po hiszpańsku. Historia i kultura krajów hiszpańskojęzycznych jest tak bogata, że gdy się podejmie jakiś wątek, trudno się zatrzymać. Czasem pretekstem może być film, czy serial. Na przykład, po obejrzeniu serialu Narcos, kupiłam książki napisane przez syna Pablo Escobara i jego żonę. Chciałam poznać historię zapisaną nie oczami wyobraźni autora scenariusza, ale prawdziwych świadków, w dodatku emocjonalnie związanych z główną postacią (prawdziwym czarnym bohaterem).
Poza tym, że jestem nauczycielką, od kilku lat jestem też babcią. Obecnie mam pięcioro wnuków i, niewątpliwie, jest to największa pasja w życiu prywatnym.

Jak spędzasz wolny czas w trakcie roku szkolnego, a jak wakacje?

W trakcie roku szkolnego praktycznie nie ma wolnego czasu, takiego tylko dla siebie. W całości wypełnia go rodzina. Jeżeli uda się wykroić wolną chwilę, biorę się za jakąś lekturę. Bardzo lubię też wszelkiego rodzaju robótki ręczne. W czasie wakacji lubię dużo chodzić. Ostatnio nie bardzo mi się to udaje, ale kiedyś czułam się świetnie, gdy latem przeszłam chociaż 300 kilometrów z plecakiem. Marzy mi się powrót na Camino de Santiago de Compostela.

Co uważasz za swój największy sukces?

Mój największy sukces (na niwie społecznej) to 30 lat Społecznej Szkoły Podstawowej Nr 2 STO. I fakt, że nieustająco utrzymuje się w dobrej kondycji.